Jak czytam o tych manewrach z windowaniem cen parkingów, odstraszaniem narciarzy, żeby zniechęcić inwestora i nakłonić do odsprzedaży to mnie smutek i przerażenie ogarniają. Ogólnie rozumiem całą inicjatywę i popieram, ale jak patrzę na nas i na Słowaków, to mam wrażenie, że im chyba nikt nie powiedział, że czegoś się nie da i że coś się nie opłaca, więc w swojej nieświadomości po prostu to robią... Gdzie się da stawiają gondole, 6-osobowe kanapy, systemy naśnieżania, nowe trasy i wyciągi. Jakoś się to opłaca i jakoś działa. Za to jak coś jest w polskich rękach to wieczna popelina i zachowania właścicieli ala pies ogrodnika. W Szczyrku to samo. Jak rządzili Polacy to z wprowadzeniem wspólnego karnetu na Małe i Duże Skrzyczne była wojna przez lata (żeby tylko somsiad więcej nie zarobił) a o fizycznym połączeniu obu środków przez jakiś sensowny wyciąg to w ogóle można było zapomnieć. Do czasu aż przyszli Słowacy i ogarnęli temat w dwa sezony :/
Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-12-2019, 11:55 przez frozentom.